Uwagi: era Dangerous, Michael nie jest sławny
+18
Czy kiedykolwiek obudziłeś się, mając tylko jedną myśl w głowie? Jeden szczególny, nachalny temat, czyniący cię niezdolnym do odwrócenia uwagi? Taki był ten dzień. Może mi się przyśnił, nie pamiętam, jednak coś we mnie buzowało, nie dając spokoju. Każda, naprawdę każda rzecz kojarzyła mi się z jednym. Boże, w dzisiejszych czasach bycie singlem naprawdę jest do bani. Szczególnie gdy nie jest się typową dziewczyną umawiającą się na spotkania, otwartą na szybkie numerki, jedną noc "radości". Potrzeba mi było rozproszyć myśl...
Mam! Jedzenie!, powiedziałam do siebie. Kiedykolwiek zbliżała się pora posiłku, udawałam się w pewne szczęśliwe miejsce. I szczęśliwie dla mnie, było to fizyczne, realne miejsce do którego mogłam pójść. "Alfonso" był to niewielki, ciekawy włoski lokal niedaleko mojego mieszkania. W ten szczególny dzień jednak, spacer nie był łatwy. Usilnie starałam się skupić na celu, nie upraszczały mi tego jednak potrzeby ciała. Wyrażenie "jeden tok myślenia" podsumowuje mnie dzisiaj świetnie.
Idąc oraz próbując przywołać niewinne myśli, czułam ocierania się mojego wnętrza. Nie dam rady, myślałam. Mogłabym znaleźć jakąś ławkę i to przeczekać. Zupełnie nierozsądnie. Kto wie, jak długo mogę mieć ten, um, problem. Walka z samą sobą zajęła mi całą drogę do restauracji. Gospodyni, jako iż byłam jej stałą klientką, przywitała mnie ciepło, mówiąc, że mogę usiąść gdzie tylko chcę. Wypatrzyłam swoje ulubione siedzisko w odległym kącie blisko kuchni. Dostrzegłszy znajomą męską sylwetkę, moje usta natychmiast wygięły się w uśmiech. Pracował tego dnia i ch*lera, wyglądał nieźle. A propos, czy wspominałam, dlaczego ten stolik był ulubiony? Bo należał do jego obsługi. Jak tylko doszło do mnie, że się gapię, zauważyłam iż odwrócił się, zmierzając właśnie w moim kierunku. Nawet swoją szczupłą budową i długimi, kręconymi włosami ociekał męskością. Uwielbiałam zwłaszcza jego głębokie, brązowe oczy, pełne wargi, szerokie ramiona. I jego chód... a raczej nieśpieszny spacer... Kroczył dumnie.
- Witaj- rzekł uśmiechając się. -O. Mój. Boże. Czy on właśnie do mnie mrugnął?- Może na początek coś do picia?
Wystarczy słomka, kochanie...
- Mrożoną herbatę, poproszę. Niesłodzoną- odpowiedziałam uśmiechem.
Odwrócił się kierując w stronę kuchni. Widok był niesamowity. Ktokolwiek zaprojektował owe spodnie od uniformu zasługuje na to, aby dać mu jakiś medal. Aczkolwiek jestem całkiem przekonana, że jemu we wszystkim by pasowało. Żadne z jego spojrzeń nie pomagało mi w obecnej sytuacji. Uniosłam biodra, licząc że złagodzę uczucie, nabrałam powietrza, wypuściłam je, i szybko przejechałam lewą ręką po wewnętrznej stronie uda, próbując ogarnąć się, czy coś. Szklanka mrożonej herbaty stuknęła o stół i natychmiast szarpnęłam głowę do góry. Jego spojrzenie było przepraszające.
- Nie chciałem cię przestraszyć. Wybacz.
Czy to nie był uśmiech? Zorientował się, co robiłam?
- Um, w porządku- rzuciłam.
Gdy się odwracał, ośmieliłam się zawołać go głośno po imieniu. Przez swój problem nabierałam odwagi.
- Uh, Michael- mój głos był nieskładny. Nie zamierzałam tak głośno go wołać. Obrócił się szybko.
- Już mogę zamówić.
Zazwyczaj wyglądałoby to podejrzanie biorąc pod uwagę fakt, że nawet nie zajrzałam do menu, jednak nie byłam tu obca.
- Sałatka Cezara, bez grzanek, tak?- potwierdziłam głową uśmiechając się.
To zdecydowanie było moje szczęśliwe miejsce. Cicha kawiarnia, niesamowite jedzenie, szybka obsługa i apetyczne dla oczu ciastko. Poczułam ukłucie głodu, bynajmniej nie te związane z jedzeniem. Skręcałam się w siedzeniu. To był zły pomysł przychodzić tutaj. On wszystko utrudniał, choć nie z własnej winy. Na pewno nie wie, że mogłabym ześlizgnąć się z siedzenia pod wpływem jego spojrzeń. O których on nawet nie wie, że mi je rzuca. Oczy Michael'a potrafią być niebezpieczne, daję słowo. Założę się, że zarabia miliony na napiwkach, myślałam. Wiem, że ja na pewno korzystałabym, gdybym miała taką moc.
W końcu, zdawkowo sącząc mrożoną herbatę, udało mi się nieco dojść do siebie. Przy stoliku wzdłuż odległej ściany kawiarni znajdowała się czwórka gawędzących głośno i wyraźnie cieszących się swoim towarzystwem ludzi. Niemal pragnęłam podejść bliżej, żeby usłyszeć, co momentami było tak śmiesznego. Czekając na swoje zamówienie, studiowałam pokrótce każdego z nich. W tak niedługim czasie, byłam wstanie wybrać przywódcę, dziecko, słuchacza i doświadczonego. Dynamika grup fascynowała mnie.
Huk w kuchni przykuł moją uwagę. Ktoś chyba później straci pracę... , roześmiałam się w myślach i uśmiechnęłam do siebie. Biorąc kolejny łyk herbaty, omiotłam wzrokiem pomieszczenie, ale nie natrafiłam na to, czego szukałam. Rzucając okiem z powrotem w kierunku kuchni, dostrzegłam owe długie czarne kosmyki; jak skaczą wzdłuż ramion Michael'a, podczas gdy mknął z miotłą w ręku. Poczułam się trochę winna za swój wcześniejszy komentarz; może to właśnie on coś stłukł. Moich uszu doszło brzęczenie szkła, gdy zamiatał bałagan i kilku innych bywalców również spojrzało z zaciekawieniem.
Michael wkrótce przyniósł mi sałatkę, stawiając ją naprzeciw mnie. Była to najlepsza Sałatka Cezara w mieście, według mojej opinii. Świeża rzymska sałata, idealna doza sosu i mnóstwo wiór parmezanu na wierzchu; nie potrafiłam się doczekać, gdy się nią zajmę.
- Czy podać coś jeszcze? Dodatkowy sos może?- zapytał.
- Nie. Ale dziękuję, wygląda świetnie. Tak, jak to lubię- ostatnie zdanie zabrzmiało leniwie wywołując ciszę ze strony Michael'a, który po chwili uśmiechnął się, znowu. Błysnął łobuzerskim, niemal diabelskim uśmiechem, odwrócił się i odszedł. Matko Bo... Nawet nie obchodzi mnie, co to miało znaczyć, po prostu wróć i zrób to jeszcze raz! To tyle po moim opanowaniu; powódź napłynęła z powrotem, prawie dosłownie. Sięgając po widelec, znów zaczęłam się wiercić.
Czy mówiłam już, jak niesamowita jest ta sałatka? Nie śpieszyłam się z nią, nie tylko aby wydłużyć przyjemność, ale również czas siedzenia. Było bezsprzecznie wygodniej w tej pozycji, niż kiedy szłam. Jedna szczególna część mojego ciała potrzebowała odrobiny spoczynku. Wystarczy mi, że za każdym razem gdy Michael przechodzi obok, otrzymuję cardio trening i że wszystko, co z nim związane, zmusza moje serce do sprintu. Gdyby moje serce miało nogi, zdobyłoby światowy rekord w biegu na 100 metrów. Gdy on przechodzi obok mnie, czy na mnie patrzy, czy gdy do mnie się zwraca. Całkiem możliwe, że króluję jako mistrz; uzasadniona złota medalistka. Wow, jestem kiepska...
Po rozegraniu tej komicznej konkurencji olimpijskiej, zaczęłam wracać do rzeczywistości. Albo mi się tak zdawało. Wzrokiem powędrowałam w stronę kuchni, i mogłam przysiąc, że albo śniłam na jawie, albo oddzieliłam się od ciała.
Przyglądał mi się.
Po ostatnim kęsie sałaty, pomogłam sobie za pomocą języka schwytać resztkę sosu z dolnej wargi i patrzyłam, jak Michael powtarza mój ruch. Powoli rozsunął językiem usta, przesuwając nim od jednej do drugiej strony, zagryzając zębami dolną wargę pod koniec. Jego oczy płonęły, a raczej tliło się w nich coś, co wyglądało na czyste pożądanie.
Wracając do przypływu, niedługo będą mi potrzebne worki z piaskiem.
Spojrzenie na jego twarzy było nieomylne. Ale dla mnie? Nie potrafiłam zrozumieć jak i dlaczego. Musiałam przypomnieć sobie, aby oderwać swój wzrok, bo faktycznie mogłabym zjechać z siedzenia. Być może to tylko żart, ale ja naprawdę czułam, iż byłam w stanie rozpuścić się i spłynąć pod stół. Moje wewnętrzne ściany dygotały. Zamknęłam na sekundę oczy i wykonałam kilka głębokich wdechów. Weź się w garść!, krzyczałam w myślach. Otworzyłam oczy, jednak nie dałam rady oderwać ich już od pustego talerza. Ktoś podszedł do stolika i upuścił w ciszy kwit. Otworzyłam czarną broszurę i chwyciłam za pióro, ale nie chciało pisać.
- ****- wymamrotałam pod nosem. Muszę dać mu znak, żeby wrócił. Po zrobieniu kilku rund, skierował głowę w stronę mojego stolika. Podniosłam wskazujący palec, przywdziewając najbardziej niewinny uśmiech, na jaki było mnie stać.
- Masz inne pióro?- spytałam, gdy znalazł się w zasięgu słuchu.
- Jasne- zaczął przeszukiwać kieszeń swojego czarnego fartucha przewiązanego w pasie. Pragnęłam potajemnie zamienić się z nim ręką. W końcu podał mi drugie pióro. Moje ramię sięgnęło w tym samym czasie, co jego. Nasze dłonie zetknęły się ze sobą, powodując natychmiastowe mrowienie na mojej skórze. Spotkaliśmy się spojrzeniami w tym samym czasie, i przez chwilę zapanowała cisza. Zawahałam się zmieszana naszą wymianą. W końcu, pociągnęłam ramię z powrotem i podziękowałam, po czym szybko wypełniłam swoją kopię pokwitowania. Później gapiąc się na oryginalną kopię, zauważyłam ręcznie dopisaną notkę:
Zawsze miło cię ponownie widzieć.
Uwielbiam stałych klientów.
Michael ;)
Moje serce znowu odleciało. Coś takiego w tej mrugającej do ciebie, uśmiechającej się twarzy, dobiło mnie. Poczułam ciepło na policzkach, które nie zostawiało cienia wątpliwości, że się rumieniłam. Podniósłszy wzrok, dostrzegłam, jak stoi obok gospodyni zwrócony do mnie profilem. Musiał wyczuć moje spojrzenie, bo natychmiast obrócił twarz w moim kierunku, odnajdując moje oczy. Znowu ofiarowując mi ten diabelski uśmiech. Zaczęłam się wiercić, pokładając nadzieję w Bogu, że Michael nie wie co wyprawiam. Uśmiechnęłam się zawstydzona, chwyciłam torebeczkę i skierowałam w stronę ubikacji.
Swoje rzeczy położyłam na blacie i odkręciłam kran. Plusk chłodnej wody działał odświeżająco, jednak zmniejszył tylko rumieniec na twarzy. Co jeśli sobie teraz pomogę?, zastanawiałam się. Nie wiem, czy będę w stanie przejść przez drzwi wyjściowe, jeśli jeszcze raz spojrzy na mnie w ten sposób.
Weszłam do pierwszego boksu. Brak papieru toaletowego. Drugi boks; nie ma. Kabina dla niepełnosprawnych? Wygrany los! Podniosłam rękę do policzka, sunąc nią w dół szyi, pomiędzy piersiami i w dół brzucha. Moje ciało zareagowało, jakby czekało na to od lat. Oparłam się o ścianę, sięgającą kolan spódnicę podciągając na wysokość bioder. Moja prawa dłoń przejechała po wewnętrznej stronie majtek. Nie wierzę, że to robię... Oh, zamknij się! Muszę coś zrobić, żeby pozbyć się tego pulsowania., kłóciłam się ze sobą. Opuściłam majtki i moje palce zaczęły zataczać koła. Przymknęłam oczy, myśląc o tym, jak Michael patrzył na mnie z kuchni. Oh, jak bardzo pragnęłam, żeby był tu teraz, obserwował mnie, przygryzał swoje wargi. Z łatwością wślizgnęłam się dwoma palcami do środka, moje ciało było zdecydowanie gotowe. Prawie straciłam równowagę, gdy powoli wkładałam i wyciągałam palce. Użyłam lewej dłoni, chwytając się dozownika na papier toaletowy w celu osiągnięcia stabilizacji. Palce czepiły się górnej krawędzi, czuły zimną budowę plastiku. Nogi zaczęły słabnąć; nie trzeba mi było dużo czasu. Może powinnam na tym usiąść? Pochyliłam się do przodu, odsuwając się od ściany i na moment przenosząc cały ciężar ciała na lewą rękę, jednak ta krótka chwila wystarczyła, by dozownik nie wytrzymał mojej wagi. Plastik pękł i zleciał ze ściany, pociągając mnie ze sobą. Wrzasnęłam, starając się gdy upadałam, ominąć głową muszlę klozetową. Wiedziałam, że to był zły pomysł, zbeształam się, i wstrzymałam oddech, gdy usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi do ubikacji.
- Czy wszystko w porządku?
Trwoga uderzyła we mnie. To był on. Nie mogłam się ruszyć, nie mogłam mówić. To było zbyt żenujące.
- Halo?!!- zawołał znowu, jego kroki zbliżały się.
Szybko podciągnęłam się do pozycji siedzącej, gdy podszedł by zapukać do drzwi mojej kabiny. Musiałam źle je zamknąć, bo zazgrzytały lekko uchylając się.
- Ja... wszystko w porządku, jestem cała. Um... Przepraszam- wyjąkałam.
Roześmiał się.
- Za co mnie przepraszasz?- drzwi otworzyły się teraz na rozcież, więc Michael był teraz dla mnie widoczny, co znaczyło, że ja dla niego również.
- Za to- wskazałam- jest pęknięte. To... ja to popsułam... ale niechcący, ja...- nie mogłam dokończyć zdania. Oboje znajdowaliśmy się teraz razem w kabinie, jego oczy w końcu przestały się we mnie wpatrywać. Powędrowały do mych ust, mojej klatki piersiowej, a następnie niżej, gdzie się rozszerzyły. Spojrzałam pośpiesznie na dół, aby odkryć, że majtki nadal mam nie na miejscu, a spódnica wciąż jest podciągnięta do bioder. Złączyłam nogi do siebie, podciągając kolana ku piersiom. Michael wyciągnął dłoń i powoli się go złapałam, miał ciepłą rękę. Roześmiał się znowu, gdy ustawiał mnie do pionu.
- Nie przejmuj się tą głupotą. Jesteś cała?
Pokiwałam głową, jedną ręką wygładzając ubranie. Nie puścił drugiej. Mój oddech uwiązł mi w gardle, serce przyśpieszyło. Ośmieliłam się na niego spojrzeć, zajrzeć mu w tlące się oczy i patrzeć, jak idealnie białymi zębami przejmuje dolną wargę. Potrzeba i głód urosła w mym ciele, odczułam ciepło ogarniające moją twarz, wrażenie które "wypłukało" wszelką myśl i zwyciężyło nad samokontrolą. Pociągnęłam go ku sobie, oplatając jego ręce wokół swojej talii, zarzucając mu na szyję własne ramię. Otworzył usta, nie tracąc czasu w pokonywaniu dystansu, jaki dzielił nasze wargi. Moje ciało stanęło w ogniu, sensorycznie przeciążone. Jego język smakował jak jedwab, głód przejął kontrolę. Popchnęłam Michael'a, aż plecami uderzył o ścianę kabiny. Dłonie poczęły badać jego ciało, wszelkie dostępne miejsca. Swoje duże ręce zacisnął po obu stronach moich bioder i ,chwytając powietrze, łagodnie odepchnął mnie od siebie.
- To nie najlepsza lokalizacja na tego typu aktywność- rzucił niewinnie- Chodź ze mną.
Jakby cokolwiek mogło mnie teraz od niego odciągnąć.
Otworzył w ciszy drzwi do ubikacji dla pań, wystawiając głowę na zewnątrz. Spojrzał na mnie z powrotem, mrugnął, po czym wziął za rękę i wyprowadził na zewnątrz. Przeszliśmy przez zestaw podwójnych drzwi wahadłowych blisko kuchni. Nikogo nie było w pobliżu. Prowadził mnie dalej na tyły aż do zaplecza z dostawą. Rzuciłam mu niespokojne spojrzenie, unosząc do góry brwi, ale on uśmiechnął się tylko i wpuścił mnie do środka. Pomieszczenie nie było tak małe, jak założyłam, ale za to całkiem ciemne. Michael zapalił światło, po czym wskazał na drabinę.
- Jestem tuż za tobą- szepnął blisko mojego ucha.
Powoli pokonywałam każdy szczebel, nie wiedząc gdzie się wspinam. Dotarłszy na szczyt, ujrzałam mały strych z pudłami na zapasy, dodatkowe ozdoby do stołów i obrusy. Michael rozłożył kilka obrusów za mną. Wtem nagle zaczęłam się denerwować. Poczułam mrowienie na skórze i gęsią skórkę, gdy przejechał palcami po tylnej części mojego ramienia. Zupełnie, jak za przyciśnięciem guzika; byłam z powrotem. Odwróciłam się, chcąc na niego spojrzeć, jednak on podszedł od tyłu, kładąc ręce na moich biodrach.
- Jak masz na imię?- szepnął. Powoli sunął rękoma w górę i w dół.
- Rachel- odparłam; mój głos ledwo słyszalny. Byliśmy tak blisko, iż wyczułam pomiędzy nami ciepło wydzielane przez nasze ciała. Michael zaczął ocierać się o mój tyłek, na co moje ciało odpowiedziało natychmiastowo, jakby dokładnie wiedziało, co ma robić. Wyciągnęłam dłonie do tyłu chwytając się jego bioder. Sięgnęłam niżej, jak tylko mogłam najdalej, następnie wewnątrz jego ud, i wyżej, gdzie wyczuwałam opasaną fartuchem talię. W dalszym ciągu, śmiało, zmierzałam do wewnętrznej strony. Jak to zrobiłam, moich uszu dobiegł głęboki oddech Michael'a oraz zasysane przez ściśnięte zęby powietrze. Moje ręce poruszały się w górę i w dół jego krocza, gdy zaczął zataczać biodrami kółka.
- Wiesz- przerwał, aby unieść w górę mój sweter- Dostrzegłem coś, co mi się spodobało, gdy byliśmy w łazience.
Jęknęłam, kiedy jego usta pocałowały szczególnie wrażliwy punkt z boku mojej szyi. Roześmiał się seksownie.
- Chcesz wiedzieć, co to było?
Mogłam tylko kiwać głową, nie było szans na składanie słów w tej chwili. Zaśmiał się znowu, po czym szepnął:
- Dam ci wskazówkę.
Ręce Michael'a sięgnęły niżej do przedniej strony mojej spódnicy, zaciągając ją do góry. Jego prawa dłoń wślizgnęła się do środka, docierając w końcu do majtek. Zamknęłam oczy, gdy swoje palce umieścił dokładnie tam, gdzie moje ciało ich potrzebowało. Przechyliłam głowę do tyłu, opierając na jego ramieniu. Nie przestawał całować mnie po szyi, gdy palcami zadowalał moją najbardziej wrażliwą strefę. Odwróciłam głowę na bok, chwytając jego wargi pierwszy raz od naszego pocałunku w ubikacji. Odepchnęłam jego ręce, stając do niego przodem.
- Czyżbyśmy się troszkę podekscytowali?- Michael droczył się.
Skierowałam swe dłonie ku jego białym zapięciom, irytując się liczbą guzików. Będąc w połowie, rozprułam mu koszulę, następnie przebiegłam palcami wzdłuż jego piersi. Jego ciało było absolutnie piękne, mlecznobiała skóra, szczupłe, jednak wymodelowane mięśnie. Mogłam sobie tylko wyobrazić, jak wyglądała reszta jego ciała. Ciekawość mnie przerosła. Zauważając namiot uformowany pod fartuchem, w pośpiechu wzięłam się za rozwiązywanie, po czym sięgnęłam do zamka. Położył swą rękę na mojej, nie żeby mnie powstrzymać, tylko żeby poprowadzić . Przykrywając moją dłoń swoją, zaczął pocierać się przez materiał spodni. Wolno, w górę i w dół.
- Oooh, Rachel.
Jego biodra powróciły do okrężnych ruchów, podczas gdy nasze ręce wciąż pracowały, najwyraźniej nie mając dość poszukiwanego dotyku. Moja druga dłoń chwyciła rozporek, pomagając Michael'owi uwolnić się ze spodni. Slipy. Ładnie. Lepiej wyglądałyby jednak na podłodze, uśmiechnęłam się.
- Co?- Michael uśmiechnął się.
Przyciągnęłam go do kolejnego pocałunku, sięgając niżej aby go dotknąć. Jęknął, gdy zaczęłam go głaskać. Gdy nie mógł tego znieść, wycofał się i oboje pomogliśmy sobie nawzajem w pozbyciu się reszty ubrań. Usadził mnie na warstwach z żółtych obrusów rozprowadzonych pod podłodze. Opierałam się do tyłu, gdy rozstawił moją prawą nogę, błądząc po mnie oczyma, studiując moje rysy. Następnie uniósł dłoń, by kciukiem pogłaskać mnie po policzku.
- Nie wierzę, że to się dzieje...
Zamknęłam oczy i odpływałam, gdy palcami omiatał lekko wnętrze mych ud, kciukiem rysował kółka na łechtaczce. Kłykciami musnął moje dolne wargi; to była tortura, ale czułam się bosko.
- Otwórz oczy- rozkazał.
Spojrzałam mu prosto w oczy, gdy począł szybciej ruszać kciukiem. Bardzo chciałam być cicho, ale nie potrafiłam dłużej dusić jęków.
- Mmmm.. Boże...- zawołałam
- Tak mokra... Tak gotowa...- brzmiał, jakby mówił tylko do siebie.
Byłam bardziej niż podniecona. Usiadłam, odsuwając jego dłoń, po czym pocałowaliśmy się chciwie. Michael rozstawił mi nogi i ułożył z powrotem na plecach, nie przestając pożerać mych ust. Czułam, jak jego erekcja dźga mnie w brzuch. To miejsce nie było dla mnie fajne. Zaczęłam sięgać pomiędzy nasze ciała, głaskać go i pozycjonować jego długość. Michael przyhamował, zaglądając mi w oczy, na co pokiwałam głową. Jedną ręką się podparł, i używając drugiej, powoli we mnie wszedł.
- Rachel- szepnął i zamknął oczy.
Starał się poruszać powoli, tak abyśmy mogli dłużej czerpać z tego przyjemność, jednak musiał przyśpieszyć. To było pragnienie naszych ciał; potrzeba. Z jego ramionami po obu stronach mojego ciała, byłam w stanie usłyszeć siłę pchnięć, gdy nasze biodra co raz się spotykały. Niektóre z jego ciemnych loków przykleiły mu się w pocie do szyi. Inne zlatywały, łaskocząc mnie po policzkach. Oplotłam swe ramiona wzdłuż jego pleców, po czym paznokciami zatopiłam się w jego delikatnej skórze. Zwalniając tempo, zachowując jednak tą samą siłę, chwycił moje wargi w gwałtownym pocałunku. Pojękiwałam mu w usta, czując zaciskanie się wewnętrznych ścian. Byłam prawie na miejscu, gdy powtórnie przyśpieszył i niemal jednocześnie zaczęliśmy szczytować.
Leżał na mnie, łapiąc oddech. Nasze spocone czoła dotykały się, gdy całował mnie delikatnie. Uśmiechając się, przeturlał się na bok.
- Ch*lera- rzuciłam, wciąż ciężko oddychając
- Jesteś całkiem inna, niż sobie wyobrażałem- wyznał po chwili.
Oczy prawie wyskoczyły mi z głowy. Roześmiał się.
- Co to za spojrzenie?
- Ja po prostu... tego nie rozumiem- oddychałam- Ty... ty jesteś...
- No dalej- naciskał
- Nie jesteś typem gościa, który zechciałby kogoś takiego, jak ja- przyznałam.
Michael potrząsnął głową.
- Jesteś absolutnie wspaniała. Zawsze upewniam się, że dostajesz dokładnie to, o co prosisz, gdy przychodzisz tu zjeść, bo boję się, że któregoś dnia przestaniesz przychodzić.
Dziś dostałam dokładnie to, czego chciałam.., roześmiałam się.
- To wszystko nie wydarzyłoby się nawet za milion lat, gdybym nie była dziś taka...- powiedziałam za dużo i poczerwieniałam na twarzy. Michael mierzył mnie wzrokiem, więc zamknęłam oczy. Nie mogłam pozwolić mu tak na mnie patrzeć; to osłabia moją siłę woli. Jednak on już wściubiał nosa.
- Gdybyś nie była jaka?
Usiadłam i przygryzłam nerwowo wargę; moje ciało znowu zaczęło na niego reagować. Co gorszego się mogło jeszcze zdarzyć? Już posunęliśmy się dalej, niż miałam na to nadzieję, dopingował mnie mózg. Michael przetoczył się na bok, unosząc wysoko brwi.
- Więc- chrząknęłam- byłam dziś, uh... moje ciało było...cóż, niezwykle...- nie umiałam dokończyć. Myśl o wszystkim tym, co właśnie miało miejsce, przywracała uczucia. W wyniku szybkiej decyzji, popchnęłam go na plecy, siadając okrakiem na biodrach i szepcząc: - ...podniecone. I właśnie w ten sposób przeszliśmy do drugiej rundy. Koniec
http://www.mjjeternal.com/showthread.php?t=1038 Copyright Moonball29 (jeśli chcesz wgryźć się w oryginał, musisz być na tym forum zalogowany;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
wypowiedz się jeśli starcza ci sił